JASTRZĘBIA GÓRA, WSCHÓD SŁOŃCA I NIE TYLKO

Cześć!

Podróżowanie, zwiedzanie i odkrywanie nowych miejsc kojarzy nam się z czymś przyjemnym, łatwym. Jednak nie zawsze jest tak wspaniale i kolorowo jak na zdjęciach które oglądamy w internecie czy w gazecie – czasami w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. Na większości blogów podróżniczych które przeglądam, nikt nie pisze o tych trudnościach. Nie piszą o tym, że było im bardzo zimno, że byli wyczerpani albo że samochód im się zepsuł i musieli liczyć każdy grosz. Z każdą podróżą wiąże się jakaś historia, która nie była dla nas przyjemna, lecz z biegiem czasu wspomina się ją z uśmiechem na twarzy.

Tego dnia wstaliśmy o 3.30 nad ranem, co nie było łatwym zadaniem, ponieważ miałam chwilę zwątpienia. Chciałam zostać i dalej spać w cieplutkim łóżku. Byłam bardzo zmęczona, jednak wizja zobaczenia czegoś pięknego wygrała. Szybko zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę do naszego celu, którym była Jastrzębia Góra.

Dlaczego akurat chciałam zobaczyć wschód słońca w tej miejscowości? Ponieważ jest to dobre miejsce jeśli szukanie ciszy i spokoju poza sezonem letnim.

Bardzo się ucieszyłam kiedy zobaczyłam, że na plaży nikogo nie było – mieliśmy ją całą dla siebie, wraz z tym pięknym widokiem. Niestety, horyzont był zachmurzony i nie widzieliśmy jak słońce wynurza się z morza, tylko jak przedziera się przez chmury. Pomimo tego, wschód słońca był piękny, a ja byłam bardzo szczęśliwa, ponieważ mogłam zobaczyć ten magiczny moment. Wschód był wspaniały, lecz dzień był bardzo zimny i wietrzny, a o tak wczesnej porze wszystko było jeszcze zamknięte. Pozostało nam tylko spacerować po Jastrzębiej Górze.

Plażą poszliśmy w stronę Władysławowa aby wejść w las do lisiego jaru, który biegnie wzdłuż terenu wojskowego. Nietrudno tu trafić – z plaży wchodzimy wejściem na którym narysowany jest lis, a od ulicy należy przejść obok pomnika z orłem. Wąwóz ma 350 metrów i jest bardzo łatwy do przejścia. Następnie plażą poszliśmy w stronę klifu, stromymi schodami wspięliśmy się na jego szczyt, z którego rozciąga się piękny widok na otwarte morze. Jastrzębia Góra jest miejscem najdalej wysuniętym na północ polski, a upamiętnia to obelisk Gwiazdy Północy znajdujący się na klifie.

Jak już wcześniej wspomniałam – dzień był bardzo zimny, więc promenadą Światowida udaliśmy się do sklepu aby kupić drugie śniadanie. Byliśmy bardzo zmarznięci, do tego stopnia, że nie mogłam ruszać palcami. Poszliśmy do naszego samochodu, aby się rozgrzać i zapełnić brzuchy 😉 Po ponad godzinie z wielkim żalem opuściliśmy nasze ciepłe schronienie w którym powoli doszłam do siebie. Po raz kolejny zeszliśmy na plażę, ale tym razem poszliśmy w stronę Ostrowa. Spacer w tym miejscu wydaje się monotonny – piasek, morze, klif – nic ciekawego, prawda? Hmmm… Jednak po pewnym czasie plaża się kończy, a zaczynają skalne klify. Oczywiście nie jest to właściwa nazwa, ale bardzo mi się podoba. Jest to pas nabrzeżny zbudowany z kamieni i zabezpieczony stalową siatką, nie można po nim chodzić. Tak, kolejny raz złamaliśmy zakaz i weszliśmy na skalne klify. Bardzo nam się spodobał ten spacer, ponieważ doszliśmy aż do Ostrowa. Czasem szliśmy klifem, a czasem plażą. Droga nam się nie dłużyła, bo jest różnorodna i ma piękne widoki, za każdym zakrętem wyłaniał się inny obraz. Doszliśmy do końca pasa nabrzeżnego, który ciągnie się z Jastrzębiej Góry aż do Ostrowa. W Ostrowie na plaży chwilkę odpoczęliśmy, aby nabrać sił na drogę powrotną. Do samochodu wróciliśmy lasem idąc czarnym szlakiem.

To był bardzo długi i ciężki dzień, a z drugiej strony bardzo przyjemny i pełen wrażeń. Z wielką przyjemnością mogę dopisać plażę w Jastrzębiej Górze do moich ulubionych.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.